Relacja z inscenizacjiOlszynka Grochowska 25 lutego 2006r. |
||
|
|
||
|
Czołem! Wrażenia Legii Polsko-Włoskiej stacjonującej w Twierdzy Nysa są adekwatne do tego, co było na tej batalii. Duże brawa dla Andrzeja Ziółkowskiego i współorganizatorów za najlepszy scenariusz bitwy i jego przeprowadzenie na przestrzeni paru lat. Postęp tegorocznej bitwy do zeszłorocznej to przynajmniej 5 lat doświadczeń, zrobione w jednym roku. Widać, że doświadczenia wyniesione z przebytych kampanii zostały zrealizowane. Czy wszystkie, zobaczymy za rok. Myślę, że wojsko w miarę się spisało przynajmniej prawe skrzydło, lecz nie wiem czy to za naszą przyczyną. Podobno wszyscy są zgodni, że prawe skrzydło świeciło przykładem. Korzystając z okazji dziękujemy za docenienie naszych wysiłków. Lecz musimy stwierdzić, że gdyby nie razy i pot wylany przez naszego dowódcę A. Z., pewnie nie byłoby tak efektownie. Jesteśmy pod wrażeniem wielkiego poświecenia kol. Andrzeja. W naszej ocenie była to najlepsza rekonstrukcja na przestrzeni roku. Nie boimy się porównania do Austerlitz 2005. Na Austerlitz ilość wojska nie przeszła w jakość rekonstrukcji. Nasze oczekiwanie na wyjazdach to uczestniczyć w przygodzie i taką przygodę otrzymaliśmy od organizatorów. Szczególnie podobała nam się dyscyplina na polu, widzieliśmy epizod, kiedy dwóch takich, którzy chcieli zabłysnąć i sami wygrać bitwę, zostali w porę powstrzymani (ciekawe czy to nie ci sami, co w Nysie wywinęli taki sam numer). Ja sam doświadczyłem twardej ręki dowódcy, dostałem rozkaz ustawić artylerię za drzewem, a że było ciężko pchać po śniegu armatę, to stanęliśmy w połowie drogi, licząc, że nie zauważą. Nie udało się! Trzeba było do centymetra ustawić działo tak jak było w planie. Na pochwałę zasługuje również Tomek Karasiński. Świetnie sobie radził i nam pomagał, tak jak byśmy byli już na 20 kampaniach. A już zupełną bajką był wybuch pola minowego pod naszymi nogami (w bezpiecznej odległości). Oddział jak by dostał obuchem. Wszyscy się przewrócili. Dopiero jak śnieg zaczął się sypać na głowy zrozumieliśmy, że to kropi do nas rosyjska artyleria. Mieliśmy i niebezpieczny epizod, Rosjanie strzelali na wprost petardami, a może ładunkami z „wkładką”. Jeden z moich żołnierzy dostał petardą 1 cm powyżej oka tak, że leciała mu krew i nasze markietanki opatrywały go naprawdę. Drugi dostał w szyję (zaczerwienienie), a trzeci dostał w blachę rogatywki. W całej bitwie największą satysfakcję dały nam nasze markietanki, które lepiej trzymały szyk jak niektóre wojsko. Po bitwie mieliśmy prysznice, telewizję, salę gimnastyczną do dyspozycji i na sali wylaliśmy jeszcze trochę potu, czyli była rezerwa na bitwie. Serdeczne dzięki za wspaniałe przyjęcie. Ta rekonstrukcja pokazała, że nie jest tak źle z naszymi krajowymi imprezami. Mamy tylko jeden szkopuł - nie umiemy docenić swojego, a lubimy chwalić cudze. Pozdrawiam. |
||
|
|
||
|
St. sierż. Legii Polsko-Włoskiej
gen. J. H. Dąbrowskiego |
||
|
Foto T. Zdanowicz |
||
|
|
||